Jeden dzień w górach i trzy zdobyte szczyty Korony Gór Polski. Sobotnim wyzwaniem okazały się: Wielka Sowa, Waligóra i Chełmiec. Jak je zdobyć?
Norweskie przysłowie mówi: „Nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania„. Wzięłam sobie to do serca widząc, że za oknem zima nie odpuszcza. Nie byłam w ogóle pewna, jak skończy się ten dzień.
Chwila zawahania
Dalej miałam problem z kolanami, ale Agata namówiła mnie na wspólny wypad w góry. Długo się wahałam. Zdawałam sobie sprawę, że moja kondycja może być niewystarczająca. Moje obawy nie były bezpodstawne. Agata startuje w przeróżnych biegach survivalowych oraz militarnych. Kaszubski Kaper, GROM Challenge, Górski ultra maraton Spartan, to nieliczne imprezy, w których aktywnie brała udział.Poprzeczka kondycyjna postawiona bardzo wysoko, a ja dopiero zaczęłam chodzić po górach. Zwyczajnie w świecie, bałam się, że nie nadążę za grupą na szlaku.
Chciałam jednak się sprawdzić. Miałam nadzieję, że te wszystkie godziny spędzone na siłowni coś dadzą
Wielka Sowa
W piątek o godzinie 8:00 zameldowałam się na umówionym parkingu. Pogoda zapowiadała się idealnie. Miałam nadzieję, że będzie nam towarzyszyć przez cały dzień.
Dojechaliśmy Lupkiem do Walimia, a stamtąd do Traperskiej Chaty. Wchodzenie na Wielką Sowę zaczęliśmy od strony Przełęczy Walimskiej. Wchodzenie tą trasą było mi już znane w wydaniu jesiennym (klik).
•
Zima w górach zapiera dech w piersiach. Zastygły świat, przecinają piękne panoramy. Szłam i nie mogłam wyjść z podziwu. Jednak pogoda się z czasem pogorszyła. Zaczął padać śnieg i wiać mroźny wiatr. Woda zamarzła mi w rurce od bukłaka. Mam nauczkę, by następnym razem zaopatrzyć się w zimową osłonę. Po zdobyciu Wielkiej Sowy, od razu weszliśmy na wieżę widokową. Tam wbiliśmy do książeczek pierwszą tego dnia pieczątkę. Ciekawostką jest to, że krokiem 3522 postawiliśmy stopę na Wielkiej Sowie.

Szlak na Wielką Sowę
Waligóra, czyli góra, która powala na kolana
Zmarznięci wsiadamy do samochodu i po krótkiej przerwie, obraliśmy kierunek schronisko „Andrzejówka”. Stamtąd wyruszyliśmy na drugi szczyt, czyli Waligórę.
•
Schronisko było oblężone, na szczęście udało się zaparkować samochód. Pogoda zmieniła się diametralnie. Zaczął padać śnieg. Ruszyliśmy w stronę żółtego szlaku i stanęliśmy przed tablicą informacyjną. Waligóra 15 minut. Przecież mieliśmy wejść na szczyt, a nie na niego wjechać.
Jednak po chwili wszystko się wyjaśniło. Ciężko było uwierzyć, ale szlak prowadził przez prawie pionową ścianę, która była cała oblodzona.
Były momenty, że musiałam iść na czworaka, by nie zjechać na dół. Było ciężko, ale moim zmartwieniem były teraz ręce, których nie czułam. Rękawiczki przemokły. Na szczęście Agata miała zapasowe. Założyłam i po chwili poczułam, że wraca mi czucie w rękach i palcach. ZŁOTA RADA: Jeżeli zimą planujesz wędrówkę w górach, musisz mieć zapasową parę lub kilka par rękawiczek!
•
Szlak i szczyt znajdują się w lesie, dlatego na panoramę nie ma co liczyć.
Stojąc na szczycie, zaczęliśmy się zastanawiać, jak wrócić na parking. Zdecydowaliśmy się na dłuższą trasę. W schronisku, wbiliśmy pieczątkę do książeczki, a następnie zapakowaliśmy się po raz kolejny do samochodu. Kierunek: szczyt Chełmiec

Profil trasy – Waligóra
3 muszkieterów na 3 szczytach
Wielka Sowa – zdobyta. Waligóra – zdobyta. Czas na zdobycie góry Chełmiec.
Początkowo plan był taki, by wejść na szczyt żółtym szlakiem od strony Białego Kamienia – dzielnicy Wałbrzycha. Jednak zgubiliśmy drogę i znaleźliśmy się w Boguszowicach-Gorcach.
Wchodzenie rozpoczęliśmy od zielonego szlaku, wzdłuż którego jest poprowadzona Droga Krzyżowa. Na jej końcu znajduje się szczyt Chełmiec.
•
Trasa chyba najdłuższa w ciągu tego dnia. Idąc cały czas lasem, przy Rosochatce (szczyt) odbiliśmy na żółty szlak, którym mieliśmy się szybciej dostać na górę. Gdzieś między drzewami widać było dach budynku, więc szczyt był niedaleko.
Krokiem 5 167 docieramy na szczyt. Mijamy krzyż milenijny i zmierzamy do punktu informacyjnego. Niestety drzwi do budynku były zamknięte. Zmęczeni, zmarznięci dotarliśmy na parking, gdzie Lupek był zaparkowany. Przy sobocie ciężko w Boguszowicach o obiekt, który o 16 byłby otwarty. W końcu znaleźliśmy, chyba jedyny w mieście otwarty sklep. Właściciel podbił nasze osiągnięcie.
Powrót
Zmęczeni, ale szczęśliwi, w ciepłym samochodzie obraliśmy już ostatni w tym dniu kierunek na Wrocław. W sumie udało się przejść 16 km i postawić 24 096 kroków. Na pewno ta sobota zostanie w mojej pamięci na długo. Nie był to najłatwiejszy wyjazd, ale za to jeden z najprzyjemniejszych.

Trzej muszkieterowie!
Brak komentarzy