Mimo, że jesień depcze po piętach lata, ono sprawia wrażenie, jakby nigdzie mu się nie spieszyło. Ranek jest dosyć mroźny. Kameralna grupka 3 osób prostuje nogi na małym parkingu w Wilkowicach. Jedną z tych osób jestem ja.
Od samego początku wiedziałam, że Czupel to nie jest szczyt moich marzeń, które mam i tak dość wybujałe. W ogóle to miałam trochę inne wyobrażenie o Koronie Gór Polski. Myślałam, że wchodząc na każdy kolejny szczyt będę przekraczać granice ludzkiej wytrzymałości. Będę współczesną Rutkiewicz, która wymyka się wszelkim schematom. Tymczasem stoję na parkingu w Wilkowicach i staram się znaleźć chociaż jeden powód, który zachęcił ludzi, by właśnie tutaj znaleźć swój azyl. Co do nich przemówiło, by właśnie dla tego miejsca zaciągnąć kredyt na 40 lat i żyć. Jaki argument zaważył na tym, by dla Wilkowic się poświęcić.
Rozglądam się, ale nie znajduję żadnego punktu zaczepienia dla moich rozważań. Może w drodze na Czupel znajdę odpowiedź.

Czupel – jesienne widoki
·•·
Jadąc pierwszy raz, czułam podekscytowanie. Nowe miejsce, nowa góra, nowy szlak. Piękna pogoda i rześki poranek. Poza tym spokój i jeszcze raz spokój. Jadąc drugi raz, znałam już drogę i wiedziałam czego mogę się spodziewać. Wiedziałam, ze czeka mnie marsz na 14 kilometrów. Jedyne co się zmieniło to to, że przy drugim, zimowym wejściu, smród dymu z kominów dusił jak boa myszę. Taka sytuacja nie wpłynęła dodatnio na bilans do mojego zapytania.
Czupel – podwójne wejście
Miałam więc nadzieję, ze szlak na najwyższy szczyt Beskidu Małego, którym otoczona jest ta wieś, przekona mnie i pokaże zalety tej okolicy.
Jednakże, sama trasa również nie porwała mnie na wyżyny doznań duchowych i estetycznych. Jest co prawda po górę, ale szlak nie jest wymagający. Czupel to ok. 14 km dobrego marszu. Chyba, że zgubicie szlak, tak jak ja podczas pierwszej wędrówki i wylądujecie po drugiej stronie góry w Straconce. To i tak nieźle, bo gdyby nie dobrzy ludzi mieszkający przy drodze asfaltowej, trzeba byłoby sporo nadrabiać marszem pod górę.
Faktycznie, kierując się ich radami, zeszłyśmy w dół, dwa razy przecinając drogę asfaltowej. Na końcu szlaku znajdował się przystanek, na którym złapałyśmy MPK do Bielska-Białej, a stamtąd bus do Wilkowic. Tak jak wtedy, nie cieszyłam się nigdy z korków. Gdyby nie one, nasz bus powinien był odjechać 10 minut temu, a nas czekałby marsz przez kolejne 8 kilometrów.

Czupel – jesienny szlak
·•·
Za drugim razem, poza duszącym smrodem, pogoda nie była zbyt sprzyjająca. Na ostatnim podejściu na szczyt, czułam się w ogóle nieswojo. Wszystko przez mgłę, która zakryła część szlaku i sam szczyt. Mimo, że szłam w grupie, to czułam się osamotniona i przygnębiona tym obrazem. Jakby ta mgła wyssała całe szczęście z otoczenie.
Odetchnęłam z ulgą dopiero, gdy w Magurce mogłam napić się gorącej herbaty. Jednak taka herbata przytargana z domu na plechach, z miodem i cytryną, potrafi zdziałać cuda.

Czupel – wdzierająca się mgła
·•·
Dobrze wiecie, że za honor biorę sobie spróbowania ciasta w schronisku. I tu kolejne rozczarowanie. W lecie torcik czekoladowy był suchy, jak chleb dla konia. W zimie był nieco świeższy, ale na pewno nie powiedziałabym, że jest to coś co bez wyrzutów sumienia mogłabym polecić.
Po wyjściu ze schroniska, 5 razy oglądałam drogowskaz i w dalszym ciągu nie znalazłam zielonego szlaku, który kierowałby do Wilkowic.
Do schroniska można dojechać samochodem. I tuż obok tej prawie wyasfaltowanej drogi jest zielony szlak. O ile rozumiem idee, że droga powinna być doprowadzona do schroniska by zaopatrzyć go w prowiant lub w ewentualną drogę pomocy, tak nie rozumiem, jak można być takim leniem, by do schroniska wjechać swoim samochodem, zjeść obiad i z niego zjechać.

Drogowskaz przy Magurce – a zielonego szlaku jak nie było tak nie ma.
Zakończenie
Miałam nadzieję, że chociaż Internet zaspokoi moją żądzę wiedzy o atrakcjach turystycznych Wilkowic i tego co może tu ludzi trzymać. Jedyną atrakcją, którą znalazłam to myjnia Orlen, kościół rzymskokatolicki i dwa cmentarze. No rozrzut jest co najmniej jak krumlaufu.
A szkoda bo wokół wsi naprawdę się wiele dzieje. Wilkowice to świetna baza wypadowa w okoliczne górki. Nie rozumiem jak wieś może nie wykorzystać najwyższego szczytu Beskidu Małego, Czupla, jako swojego znaku rozpoznawczego. Mało tego, im chyba w ogóle nie zależy na promocji wsi, gdyż dopiero po włączenia google-maps, dowiedziałam się, że mają nawet małą bazę noclegową, ośrodek harcerski „Wilczysko”, dobry dojazd do jeziora Żywieckiego, wypożyczalnie biegówek na „Magórce”. A wisienką na torcie jest informacja z ciotki Wikipedii, że to właśnie tutaj urodził się Stanisław Pawlusiak, który brał udział w Pierwszym Pucharze Świata mężczyzn w skokach narciarskich w 1979r. i ostatecznie zajął 26 miejsce.

Czupel – zimowe wejście
5 komentarzy
Kasia
4 maja 2019 o 6:16 pmŁadne zdjęcia i ciekawy opis. Też uwielbiam podróże 🙂
A Day Out
4 maja 2019 o 7:50 pmBardzo dziękuję! 🙂
W takim razie do zobaczenia w podróży 🙂 Może się spotkamy, przecież świat jest teraz taki mały 🙂
Maria Tamara
5 maja 2019 o 12:30 pmTrochę szkoda, że nie wykorzystują swojego potencjału, bo krajobraz jest bardzo ładny a teren mógłby przyciągnąć nowych amatorów niewysokich gór 🙂
z wilkowic
26 maja 2019 o 5:52 pmnarzekasz i narzekasz i narzekasz tylko narzekanie w tym twoim opisie. jak ci sie nie podoba to nie przyjezdzaj tu i po problemie. a jak zgubilas szlak na takim pagorku ofermo to sie w inne gory nie bierz. Nie pozdrawiam bo nie nawidze takich pseudoturystow jak ty. moze k…a kolejke na czupel maja wybudowac jeszcze bo asfalt juz jes
A Day Out
28 maja 2019 o 10:19 pmWidzę, że Czytelnik nie dotrwał do końca wpisu. No ale nic to!
Według mnie miejsce na obecny stan jest po prostu przeciętne, dlatego nie rozczulam się nad nim.
Sądząc po opisie, jesteś z Wilkowic. Co w takim razie trzyma Cię w tym miejscu? Co według Ciebie zasługuję na pochwałę oraz co wyróżnia Twoją miejscowość? Może i ja się przekonam!