Skryty w cieniu Lubonia Wielkiego, Szczebel (977 m n.p.m.), zaprosił mnie na wędrówkę, oferując przede wszystkim pusty szlak, a na szczycie panoramę na okoliczne wioski i widok na Tatry, który przedzierał się przez koronę drzew.
W Beskidach wiele jest szczytów, które stoją w cieniu tych najbardziej znanych. Nieco niższe, często pomijane, a nawet zapomniane szczyty, codziennie czekają na choćby jednego turystę. Właśnie do nich należy Szczebel w Beskidzie Wyspowym.
Większość piechurów, którzy na szlak wyruszają z Przełęczy Glisne, rusza na Luboń Wielki. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ na szczycie góry czeka schronisko, a więc i związane z tym fanty w postaci bigosu, kaszanki, kawy, czy innych dobrodziejstw, w posiadanie których można wejść uiszczając opłatę kilku drobnych monet.
Gdy Przełęcz zapełnia się samochodami, można pomyśleć, że przyjdzie nam spędzić dzień pośród gwaru, rozmów i śmiechów, a z naszego wypoczynku nici. Nic bardziej mylnego! Wystarczy jedynie, zamiast wyruszać na popularny Luboń, przejść przez jezdnie i obrać kierunek na Szczebel.
By wejść na Szczebel trzeba pokonać ok. 3km (1-1,5h marszu) od miejsca parkingowego. Po drodze mija się nieco niższy szczyt Małą Górę (884 m n.p.m.).
Szlak nie jest trudny, chociaż tuż przed szczytem podejście jest bardziej wymagające. Na samym szczycie czeka panorama na okoliczne wioski i mniejsze górki, a między drzewami można również dostrzec Tatry!
Szczebel jest ciekawą propozycją na weekendowy wypad za miasto. Dużo zaletą jest to, że z Krakowa dotrzemy tu w przeciągu 1h jazdy samochodem.
Można go również potraktować jako wersję alternatywną, gdy parkingi przy innych szczytach w okolicy (sprawdź Ćwilin, Łopień) będą oblegane.
Brak komentarzy