Wyjechać jest ciężko, ale wrócić jest jeszcze ciężej. Potwierdzą to osoby, które opuściły na dobre rodzinne gniazdo oraz Lou Clark, bohaterka książki Jojo Moyes „Moje serce w dwóch światach”.
Gdy jest się młodym człowiekiem z wioski, wizja wyjazdu do dużego miasta, które żyje 24 na 7, a nie do 20, kiedy zamykany jest ostatni sklep w okolicy, gdzie młodzi ludzie mają miejsca żeby się spotkać, przy czym do wyboru jest coś więcej niż Oaza kościelna lub miejscówka pod sklepem, gdzie można poznać ludzi, którzy chcą czegoś więcej poza grubą imprezą i używanym pasatem w dieslu, staje się celem. Piszę to z perspektywy osoby, która mieszkała w miasteczku, w którym chodzenie na karate, było traktowane jako kult szatana, odejście od Boga i ze wszystkich sił próbowano sprowadzić ją na dobrą drogą.
Zatem, gdy jesteś na głodzie życia i nadarza się okazja by go spróbować, nie zastanawiasz się jakie będą konsekwencje, tylko pakujesz plecak, żegnasz się z rodzicami i w tym samym momencie czekasz na peronie dworca – kierunek świat.
Może się tak zdarzyć, że w tym nowym świecie, wylądujesz twardo na dupie: w małej, zatęchłej klitce, ze starą pryczą i śmierdzącą łazienką. Jednak odurzenie nowością sytuacji oraz blaskiem wiecznego miasta, jest tak silne i mocne, że zaciskasz zęby i przez wzgląd na swoje wyobrażenie o tym miejscu, kontynuujesz poszukiwania swoich oczekiwań.
Masz na karku 20 lat, a mimo to życie zaczynasz od zera. Musisz odnaleźć się w nowej pracy, poznajesz nowych ludzi, raz czy dwa poszedłeś nawet na jakieś zajęcia, o których istnieniu wcześniej nie miałeś pojęcia. Zaczynasz mieć własny rytm dnia.
Wychodząc do sklepu w swoich żółtych rajtuzach w czarne prążki, w końcu nikt nie patrzy na Ciebie z politowaniem. Możesz pójść do teatru i nikt nie powie, ze Ci się w dupie przewróciło. Możesz wyjść na ulice, urządzić strajk i wspierać słuszny projekt. Opowiadasz o tym swojej rodzinie, a oni cieszą się. Pewnie że się cieszą, przecież w końcu coś Ci się udało. Jakkolwiek to brzmi, w końcu na coś się przydałeś. Każdy puchnie z dumy, ale Ty widzisz, że listy są coraz krótsze, dowiadujesz się tylko, że wczoraj padało, a dzisiaj u sąsiadki była awantura… Co było na sztuce lub o czym była książka, mało kogo to interesuje. Zostajesz więc przy tej pogodzie, by choć na moment poczuć ciepło w sercu. Dzisiaj się trochę ochłodziło. Pewnie przez ten wczorajszy deszcz.
Masz wolne, kupujesz bilet i wracasz do swojego domu, do 4 ścian, które znasz przecież najlepiej na świecie. Myślisz, że to co zastaniesz, będzie takim jakim to zostawiłeś. Tymczasem, nikt Ci nie powiedział, że wyjeżdżając nie wrócisz już do tego samego miejsca i do tych samych ludzi. Nikt Ci nie powiedział, że wyjeżdżając będziesz jedną osobą w dwóch światach i że od teraz zawsze jedna połowa Ciebie będzie wołać do drugiej. Nikt Ci nie powiedział, że świadomość i tęsknota jest ceną, jaką zapłacisz.
Twój pobyt w wielkim świecie się kończy. Czas pakować manatki i wracać.
Idziesz chodnikiem, który ugina się od tłumu ludzi. W uszach aż Ci szumi od ostrego dźwięku klaksonów. Mijasz turystów, którzy pytają Cię o drogę. Mijasz ulubiony sklep z pączkami, którego zapach czujesz jeszcze dwie ulice dalej.
Idziesz, a myśli i wspomnienia, uderzają w Ciebie, jak marcowe morze o falochrony.
Zastanawiasz się, kim będziesz w równoległym świecie. Co Cię tam czeka? Czy jesteś gotowy na powrót?
Masz wybór.
Pamiętaj – „Najważniejsze to wiedzieć, że zawsze możesz znaleźć sposób, by wymyślić się na nowo”.
To co – Za nowe początki?
Brak komentarzy