Książki

Jaka jest kobieca twarz himalaizmu?

Everest jest tutaj”. To pierwsze zdanie, które przeczytałam, otwierając książkę w księgarni. Wystarczyło. Kupiłam, przeczytałam i polecam. Mam nadzieję, że te kilka słów o książce Mariusza Sepioło, zachęci Ciebie Czytelniku lub raczej Czytelniczko, by ta pozycja zagościła w Twoich czytelniczych progach.

Wspinaczka wysokogórska ostatnimi czasy przybrała oszałamiające medialne tempo. Jedna zimowa wyprawa na K2 za nami i druga już zapowiedziana i zaplanowana na rok 2019, historyczny zjazd na nartach z K2 przez Andrzeja Bargiela także za nami. Wszystko dzieje się bardzo szybko w męskim składzie. Bardzo się cieszę, że nasi Panowie walczą i zwyciężają. Jednak zaczęłam się zastanawiać, czy w takim razie w górach znajdzie się miejsce także dla kobiet? Jaka będzie ich rola?

Zdjęcie pochodzi z książki "Himalaistki" Mariusza Sepioło

Zdjęcie pochodzi z książki „Himalaistki” Mariusza Sepioło

Do książki trochę się zbierałam, zanim ją przeczytałam. Chodziło mi po głowie, czy ona jest przeznaczona na pewno dla mnie. Przecież Himalaje widziałam tylko na obrazkach, a i ze wspinaczką mam średnio po drodze. Łażę tylko po górkach większych i mniejszych, ciesząc się przy tym jak głupia i to wszystko. Może właśnie ta górska miłość przeważyła, a ciekawość popchnęła mnie do tego, by przeczytać 14 historii kobiet, które pokonały swoje lęki i stanęły na szczytach najwyższych gór świata. Chciałam porównać nasze światy i zobaczyć, czy mamy wspólne problemy.

Jak to jest być na 8000 m n.p.m.? Co się myśli, stojąc na dachu świata? Jak wyglądały ich przygotowania do wyprawy? Czy nic poza górami nie istniało? Co z życiem na nizinach? Czy miały rodzinę? Czy miały dzieci, które trzeba było przewijać? Co z pracą? Co z miłością, samotnością, strachem, czy bólem? Co z normalnym życiem? Kto je wspierał? Tego chciałam się dowiedzieć.

Historie Polek zapatrzonych w stronę gór, zebrał Mariusz Sepioło w książce „Himalaistki. Opowieść o kobietach, które pokonały każdą górę”. 14 historii kobiet, które potrafią zainspirować, ale i dać do myślenia. Opisane historie nie są tylko relacjami ze zdobycia konkretnego szczytu, ale są to opowieści o zmaganiach kobiet przede wszystkim ze stereotypami i ze zwykłym życiem.

Czytając o bohaterkach, a także przypominając sobie różne sytuacje z życia swojego i najbliższych mi osób, dostrzegam jedną prawidłowość. Osoby, z naciskiem na kobiety, posiadające jakąkolwiek pasję, która wiąże się z pewnym ryzykiem – często spotykają się z pytaniami i docinkami najpierw od znajomych, rodziny, a później od ogólnie ujmując – „internetu”: „Do garów, a nie szlajasz się po górach!”, „Zakłada rodzinę, aby później do niej nie wrócić.”, „O dzieciach, rodzinie pomyśl!”, „Nie masz co w domu robić?”, „No debil, po prostu idiota…”.

Śmiem twierdzić, że takie coś zazwyczaj mówią osoby, które z pasją nie miały wiele wspólnego. Bo osoby, które miały konika na punkcie np. łażenia po górach, strzelania, wędkowania, czytania wiedzą, co i jak bardzo można się dla tego poświęcić.

Ja nie jestem zdania, że miejsce każdej kobiety jest w domu, w kuchni i przy garach. Do tego też trzeba mieć dar, a nie z góry przypisaną rolę. Dlatego mam w sobie poczucie pewnego rodzaju gniewu i buntu, kiedy otoczenie zasypuje osobę pytaniami: Kiedy zakładasz rodzinę? Kiedy chcecie dzieci? Kiedy w końcu ten dom wybudujesz? Kiedy… Kiedy… Kiedy…  Jakby życie było tylko i wyłącznie prymitywnym etapem, gdzie nie ma innych celów jak „spłodzić, posadzić i zapuścić się”. Dla mnie życie jest czymś więcej, jest to etap istnienia, który trzeba wykorzystać najlepiej, jak się da. Po to są marzenia, pasje i cele – aby się w nich spełniać, zatracać i realizować. Każdy jest indywidualną jednostką, która ma inne potrzeby i co innego daje szczęście. A po co żyć, nie będąc szczęśliwym? By po prostu przeżyć, bez żadnych emocji? By zwierzęco, prymitywnie przetrwać? Ja tak nie chcę.

Mając książkę Sepioło w rękach, chciałam się dowiedzieć, jak to było w przypadku himalaistek. Może one miały lub mają złoty środek na życie. Czy stały przed odwiecznym dylematem, co wybrać: pasję czy rodzinę? Istnieje szansa, by pogodzić jedno i drugie? Jakim kosztem?

Joanna Piotrowicz, jedna z moich ulubionych bohaterek książki oraz Dina Štěrbová otworzyły mi oczy na ten temat. Różne są dzieje życiowe, różne możliwości, a w przypadku pogodzenia pasji z życiem żaden wybór nie jest idealny. Nie ma recepty na wybór perfekcyjny. „Niektóre alpinistki postanowiły nie mieć dzieci (…). Inne nie chciały być w związkach, gdyż nie spotkały człowieka, który rozumiałby ich pasję (…). Niektóre wspinały się tylko do momentu, gdy zostały matkami, niektóre nie wyrzekły się ani gór, ani dzieci (…). Istniało parę możliwości, żadna nie była idealna„.

Książka dała mi nowe spojrzenie na postać kobiety. Udowodniła, że w przypadku próby połączenia pasji z życiem rodzinnym, zawsze od otoczenia, nawet najbliższego dostanie się baty. Jedyna recepta jest taka, by się nie dać i nie mieć wyrzutów sumienia, że robi się to, co daje poczucie szczęścia. Piotrowicz mówi, „Takie życie to nie dla mnie. Byłabym zwyczajnie nieszczęśliwa. A czy nieszczęśliwa matka może wychować szczęśliwe dzieci? Moim zdaniem – nie.”

Zdjęcie pochodzi z książki "Himalaistki" Mariusza Sepioło

Zdjęcie pochodzi z książki „Himalaistki” Mariusza Sepioło

Wiele lat wyrzeczeń, praktyki, przygotowań, poświęcenia, pieniędzy, by w końcu wyjść z i tak zimnego śpiwora, i w ciemną noc, gdy na zewnątrz mróz, wiatr, stanąć pośrodku ogromnej przestrzeni i ruszyć na szczyt. Czasem jest to pierwszy szczyt, a czasem ostatni.

Ktoś może zapytać, co w przypadku, gdy matka himalaistka umiera w górach? Czy pomyślała o dzieciach? Jak one się będą czuć po jej śmierci?

Odpowiedź zadziwi pewnie niejedną osobę. Otóż himalaistki myślą o dzieciach tak samo jak inne matki! A dzieci czują się równie źle, jak w przypadku straty ojca w górach, lub rodzica, który nie związał się z górami. Po prostu, strata rodziców boli.

Czy himalaistki myślą o śmierci?

Bardzo dobrze ujął to Maciej Ciesielski, w jednym z wywiadów, mówiąc, że „To nie jest tak, że ludzie chodzą w góry, bo chcą popełnić samobójstwo.” Temat śmierci przewinął się media i przez nasze języki w 2018 r., kiedy w górach zginął Tomek Mackiewicz.

Śmierć towarzyszy także bohaterkom książki Sepioło. Wspomnienia opisane przez bliskich dają do myślenia, jednak w żadnym z nich nie zauważyłam pewnego rodzaju żalu do himalaistek, które nie wróciły z górskich szczytów. Jedni czekają w dalszym ciągu, inni wspominają.

Dlaczego kobiety się wspinają? Co ich do tego popycha? O czym myślą w ciemną noc na wysokości 7 000 m n.pm.p.? Jeżeli masz w głowie takie pytanie, to jest to idealny moment, by sięgnąć po tę książkę.

Może Ci się spodobać również...

2 komentarze

  • Odpowiedz
    Natalia / Amicidebici
    10 stycznia 2019 o 1:23 pm

    Bardzo lubię takie książki. Niedawno skończyłam książkę Adama Bieleckiego, więc tematyka wspinaczki wysokogórskiej u mnie wciąż aktualna. Zwłaszcza, że ja nigdy się nie wybiorę w taką przygodę 😉

  • Odpowiedz
    IzabelaAB
    10 stycznia 2019 o 7:20 pm

    To, że sama nie mam takiej pasji, której realizacja stawia na szali życie, nie daje mi prawa do oceny słuszności wyborów innych ludzi. Przyznam szczerze – nie mam zdania, to znaczy mam jedno: nie oceniać. Chociaż mimo wszystko gdzieś mi tam bliżej do podziwu niż krytyki, bo jednak poświęcenie dla takiej pasji, wysiłek fizyczny i emocjonalny, jaki temu towarzyszy, to budzi szacunek do tych ludzi. Poznać myśli tych kobiet, matek, żon, córek… to może być nawet trochę niebezpieczne, bo przecież może odmienić czyjąś postawę, czyjeś zapatrywania. Ja zostałam zaciekawiona – dziękuję.

Dodaj komentarz