Są takie dni, że w górach chciałoby się być od razu. Ja zawsze chciałam mieć taki szczyt, na który mogłabym uciec niemalże w dowolnym momencie. Po prawie dwóch latach poszukiwań, znalazłam!
Drugi co do wysokości szczyt górski w Beskidzie Wyspowym i fantastyczne miejsce na jednodniową wycieczkę za miasto. Mowa o Ćwilinie (1072 m n.p.m).
Na szczyt można wybrać się z Mszany Dolnej żółtym szlakiem lub niebieskim, wchodząc od Jurkowa albo z przełęczy Gruszowiec k. Kasiny Wielkiej. Ja na swoją wędrówkę, wybrałam trzecią opcję. Jest ku temu kilka powodów, po pierwsze czas dojazdu. Z Krakowa jedzie się tutaj tylko godzinę i tuż obok szlaku jest parking. Niestety, ten atut przyciągnął nie tylko mnie, ale też wiele mi podobnych, żądnych gór i widoków turystów. Dlatego by nie tracić nerwów na brak miejsca parkingowego, warto pojawić się na przełęczy bardzo wcześnie lub mieć w zanadrzu awaryjny plan na inny szczyt w okolicy, gdyby okazało się, że akurat wszystkie miejsca postojowe są zajęte.
Drugim i trzecim atutem tego szczytu jest czas wejścia oraz długość trasy. By przejść 2 km i wejść na Ćwilin, potrzebujemy nieco ponad godziny czasu. Trzeba przyznać, że brzmi to bardzo obiecująco, gdy chcemy wyrwać się za miasto. Jednak musimy mieć na uwadze, że ta niepozorna górka jest dość stroma. Zwłaszcza jest to odczuwalne w zimie, gdy co weekend przyjeżdża tu masa ludzi. Nie zapominajcie brać ze sobą raczków, które przy schodzeniu, mogą naprawdę ułatwić Wam całą wycieczkę i zachować nerwy w dobrej kondycji, a kolana, nadgarstki i tyłek uchronić od nieprzyjemnego w skutkach upadku.
I finalny powód dla którego Ćwilin stał się moim ulubionym szczytem – kapitalna panorama na Beskid Żywiecki w tym Babią Górę oraz Tatry, które prze dobrej widoczności można podziwiać jak na dłoni. O Ćwilińskiej panoramie będę długo jeszcze pamiętać i na pewno wdrapię się tu jeszcze nie raz!


Brak komentarzy