Czy jest sens podsumowywać kończący się rok? Trochę się nad tym zastanawiałam, bo przecież to tylko jedna noc. Dla niektórych będzie to noc spędzona na szalonej imprezie (może z resztą jak co piątek lub sobotę), dla innych w gronie znajomych przy zapasie napoju procentowego. Inni wyjadą na dłuższe wolne, by w innych okolicznościach przyrody przywitać Nowy Rok i zastanowić się nad tym co było i nad tym co będzie.
Podsumowanie roku to pierwszy i podstawowy krok w drodze do skutecznego wyznaczania celów
A co było?
No właśnie, dobre pytanie. Mijający rok pod każdym względem dla był mnie przełomowy. Kto by pomyślał rok wcześniej, że zacznę pisać bloga o swoich wędrówkach? Nawet ja nie. A tu proszę! Swoją przygodę z pisaniem zaczęłam 23-go sierpnia w Dzień Włóczykija. Przypadek?
Pisząc swój pierwszy post, z tyłu głowy miałam swoje plany noworoczne o dalekich podróżach, które bardzo szybko zostały zweryfikowane przez stan portfela. Kończąc studia, obiecałam sobie podróż po całej Europie, wzdłuż i wszerz. Stało się inaczej. Pojechałam za to na rowery w Alpy Austriackie. Było to jedno z najlepszych choć nie najłatwiejszych doświadczeń turystycznych. Dzięki temu zjechałam kawał fantastycznych szlaków (Leogang na dwóch kółkach. Cz. 1, Cz. 2), zachłysnęłam się górską sielanką i co najważniejsze, spełniłam cześć swojego marzenia o podniebnych podbojach (Alpy – Mini album z podróży). Ta możliwość spełnienia tego marzenia, dała mi bardzo duży motor do działania. Zdaje sobie sprawę, że latanie jest dość kosztowne, ale mam nadzieję, że w przyszłości będę mogła Wam przekazać kolejną relacją z podniebnego lotu. Po powrocie z Alp, swoje rozjuszone zmysły, koiłam nad naszym Bałtykiem, nad który zachęcam, by wybrać się o każdej porze roku, a im zimniej tym zdrowiej!
Wracając znad morza, żwawym krokiem podróżnika ruszyłam na poszukiwania perełek Zapomnianych na Dolnym Śląsku. Odnalazłam 5 miejsc, które z pozoru byle jakie, okazywały się zakurzonymi skarbami. Był Szalejów Dolny, od którego wszystko się zaczęło. Niby spokojne, odosobnione miejsce, ale za to z bardzo urokliwym zamkiem samego barona. Był Mietków, znany głównie z Zalewu Mietkowskiego, ale z zapomnianymi ruinami pałacu. Był Bożków, który jest w posiadaniu pałacu-legendy. Odwiedziłam Mrowiny, które skrywają nieziemski pałac nad małym jeziorem. A nie tak dawno opublikowałam ostatni w tym roku wpis o Zapomnianej perełce, a dokładnie o „Tajemniczym ogrodzie w Biskupicach Podgórnych„. Czy w przyszłym roku znajdzie się czas na kolejną odsłonę Zapomnianych na Dolnym Śląsku? Temat na pewno nie uznaję za zamknięty, jednak ten przyszły rok, chciałabym poświęcić tematyce górskiej.
Korona Gór – Polska. Czyli o postanowieniu kilka słów.
Mój kufer, a w zasadzie sakiewka z pieniędzmi nie jest wypełniona po brzegi, dlatego sprawdzę, czy przeciętny obywatel jest wstanie porwać się w góry za przyzwoitą stawkę. Czy chleb i woda wystarczą mi na górskie podboje?
Ktoś może zapytać: Ale po co takie rzeczy robić?
Cóż, dla widoków 🙂
Oczekuję teraz tylko na przysłanie Książeczki, by oficjalnie móc zdobywać Koronę Gór Polski i stać się oficjalnym członkiem.
Brak komentarzy