Piesze Wyprawy Zapomniane na Dolnym Śląsku

Zamek Bolczów – zaginiony świat

Zamek Bolczów, to kolejna zapomniana perełka na mapie Dolnego Śląska. Zamek jest jednym z tych miejsc, do którego wcale nie jest łatwo się dostać. Mimo to, warto się tu wdrapać i zobaczyć widok, niczym z epoki dinozaurów.

Jest mała grupa zamków na Dolnym Śląsku, które mimo upływu czasu w dalszym ciągu pozostają w dobrej formie i co roku przyciągają turystów. Jest też druga grupa zamków, które zapomniane, zniszczone ukrywają się w cieniu drzew i małych miasteczek. Swoim blaskiem nie biją już tak, jak kiedyś. Z jednej strony jest mi ich cholernie szkoda, bo przecież tyle historii, legend w nich drzemie, o których pewnie się już nigdy nie dowiemy. Z drugiej strony pozostałości po nich, te puste i zostawione same sobie ściany, które giną w zarastającej roślinności, tworzą niesłychanie unikalny, tajemniczy i mroczny klimat. Zamek Bolczów jest doskonałym przykładem, że nie ma lepszej rzeczy dla zamku niż ząb czasu.

Zamek Bolczów - zaginiony świat

Zamek Bolczów – zaginiony świat

Praktyczne informacje

Przygotowując się do wyruszenia na ten wyjazd, musiałam zorientować się w terenie, historiach i legendach krążących wokół zamku oraz o samym dojeździe.

Zamek Bolczów jest zlokalizowany w lesie, ok 3,5 km od Janowic Wielkich.  Dotrzeć można tam tylko na piechotę lub rowerem, bezpośrednio zielonym lub żółtym szlakiem, z którego i tak trzeba zejść i wejść na zielony. Wejście na oba szlaki jest zlokalizowane koło stacji kolejowej, przy ul. Kolejowej w Janowicach. Dla zmotoryzowanych nie ma przewidzianego parkingu, poza tymi które są w mieście. Długość trasy to niecałe 4 km. Przewidywany czas wejścia to 55 minut.

Ja zdecydowałam się na dotrzeć do zamku szlakiem zielonym. Początkowo idzie się cały czas asfaltem i nawet jest przyjemnie, bo niedaleko rzeka płynie, więc można cieszyć się przyjemnym szumem. Szłam tak dobre 30 minut i zaczęłam wątpić w mapę, ponieważ od dawna byłam w lesie, żółty szlak powinien dawno się skończyć, a on cały czas pojawiał się na drzewach. Coś chyba było pokombinowane, bo później jak patrzyłam na mapę turystyczną online, to żółtego szlaku w ogóle nie było na tej trasie, na której szłam.

W każdym razie, jak zobaczycie taką wiatę jak niżej, nie idziecie prosto, tylko przed nią odbijacie w lewo. Jak chcecie zobaczyć zamek, to musicie mi zaufać, mimo że żadne znaki na ziemi i niebie na to nie wskazują.

Od tego skrętu zaczęły się prawdziwe schody. To był środek lata. W lesie sucho, duszno i gorąco. Czułam się jak w dżungli. Muszki i inne robactwo lgnęło do mnie. A na dodatek ta górka, na która się wspinałam, była bardzo stroma. Warto wziąć kijki i sobie nimi pomagać. Jak ich nie wzięłam, bo sobie pomyślałam, przecież zaraz będę schodzić, krótka trasa! Taka Ci filozofka jestem! I znów szłam, i szłam, a zamku jak nie było, tak nie ma. Nie było nawet najmniejszego znaku „zamek – dobra droga”. Po kolejnych 20 minutach zaczęłam myśleć, że znów jestem na złym szlaku. Ale coś mignęło mi między drzewami. Mimo, że płuca prawie już wyrzuciłam z siebie, to stwierdziłam, że jak tyle przeszłam, to przecież nie na darmo. Jak prawdziwy Polak, coś z tego trudu muszę mięć!

Nie pomyliłam się. Z każdym następnym krokiem, widać było coraz więcej zamku. Jest i on! Zamek Bolczów.

575 m n.p.m.

Czułam się jak odkrywca! Trud się opłacił mimo, że na pierwszy rzut oka, zamek dupy nie urywa. Jednak po przekroczeniu progów, czuć pewnego rodzaju chłód, a jednocześnie dziki i romantyczny nastrój. Czułam, że poniekąd dotykam tajemnicy skrywanej od wieków. Tak, od wieków, gdyż historia tych murów zaczęła się po roku 1367. Ponad 650 lat historii na wyciągnięcie ręki! Mimo, że wnętrza się nie ostały, to zamek urzeka surowością i w dalszym ciągu dla najbardziej ciekawskich odkrywa małe tajemnice. By odkryć jedną z nich wystarczy wejść na piętro, a panorama Rudaw Janowickich jest nasza. Jeżeli oglądaliście w latach 90/00 serial „Zaginiony świat”, to wiecie o jakich widokach mówię. Lasy, lasy i góry. Myślę, że gdyby teraz koło zamku dać dinozaury, to można by tu nakręcić jedną ze scen do tego filmu!

Panorama z Zamku Bolczów z Cycuchami Janowickimi w tle

Panorama z zamku Bolczów z Cycuchami Janowickimi w tle

Panorama wzbudziła we mnie wspomnienia z dzieciństwa. Kiedy jako 8-letnia dziewczynka, oglądałam serial „Zaginiony świat”, marzyłam by coś w swoim życiu odkryć, jakiś niezbadany ląd, cywilizację. Po odcinku biegałam wokół domu i udawałam, że walczę z dinozaurami. Teraz może i z nimi nie walczę, ale chcę odkryć jak najwięcej. A zamek Bolczów jest jednym z takich miejsc, które warto odkryć samemu, a może nawet przeżyć przygodę z ludowych podań i legend.

Zamek Bolczów - Zaginiony Świat

Zamek Bolczów – Zaginiony Świat

A legenda stała się historią

Czym jest zamek, bez sekretnych, ciemnych korytarzy, pokrytych obfitą ilością pajęczyn? Słyszałam podejrzane odgłosy dochodzące z małego przejścia. Myślałam, że coś mi się przesłyszało, ale ciemny korytarz przyciągał mnie jakąś energią. Z małą latarką zaczęłam schodzić niżej i niżej, aż w końcu ziemia zaczęła uciekać spod nóg, a ja wpadłam do jakieś dziury. Nie wiedziałam co się dzieję. Wylądowałam w małym, śmierdzącym pomieszczeniu, może była to jakaś piwnica, albo skrytka. Wyjrzałam przez małe okienko przez kraty. Odgłosy w ogóle nie pasowały do tego co słyszałam przed chwilą. Konie? Skąd tu konie? Gdzie ja jestem? Może odkryłam tajne przejście do innego zamku?

Na koniach rycerze w zbrojach i białych płaszczach z czarnymi krzyżami. Coś mi to przypominało… Przecież to Krzyżacy! Tak jak było w legendzie o zamku Bolczów! Gdzieniegdzie słyszałam jakieś pojedyncze niemieckie słówka.

Jak ja mam się stąd wydostać? Przecież oni mnie zabiją! – tylko to mi chodziło po głowie. Musiałam zdobyć szaty, by nie wyróżniać się z tłumu. Byłam w drodze do jakiegoś domostwa, by zdobyć sukienkę, ale zostałam zauważona przez jednego z rycerzy. Podjechał do mnie na białym koniu. Szczerze, to nie tak go sobie wyobrażałam. Potężny chłop, który twarz miał skrytą pod solidnym hełmem. Coś czułam, ze zaraz romantyczny nastrój pryśnie! Zaczyna do mnie coś mówić, a ja ni po ni maju… Wziął mnie za ramię i miał uderzyć w twarz, kiedy padł całym ciężarem na mnie. W plecach miał strzałę. Z trudem przerzuciłam go na bok. Oszołomiona nie wiedziałam coś się dzieję. Jeszcze pomyślą, że to ja! Zaczęłam uciekać, ale pośród tego całego gówna na ulicy trudno biegać. A jeszcze gorzej, jak upadniesz. Brudna, śmierdząca i głodna musiałam gdzieś przeczekać. W ciemnościach łatwiej było zdobyć zastępcze ciuchy. Przespałam jakoś noc w ciemnym kącie pod wozem.

Zamek Bolczów na pocztówce z 1915 roku

Zamek Bolczów na pocztówce z 1915 rok

Następnego ranka, wszyscy gdzieś tłumnie zmierzali, ruszyłam i jak łapiąc po drodze resztki jedzenia. Gdzieniegdzie, słyszałam swoich. I wszystko było teraz jasne. Podobno książę Bolko II posłyszał o pewnym kuszniku, Janie zwanym, który z Niemcami robił porządek. By go poznać, zorganizował turniej. Wszyscy najlepsi z najlepszych mieli się stawić.

-Chodźcie wszyscy! Kto żyw, niech przybywa! Książę Bolko II zawody kuszników ogłasza! Chodźcie i zobaczcie! 

Być w Rzymie i papieża nie zobaczyć? No więc w pożyczonej kiecce ruszyłam za wszystkimi. Duszno i gorąco jak w piecu. Ale wszyscy stawili się na placu. Zawody trwały i trwały. Aż lud w pewnym momencie się ożywił. Raz, dwa, trzy ptaki, przed chwilą jeszcze fruwające, runęły na środek placu. Trzy strzały i trzy trupy zwierząt. Okazało się to właśnie był ten Jan, co go każdy poznać chciał. Zaraz po turnieju, książę go na rycerza pasował, a baby mówiły, że nawet ziemię ma mu darować, na której zamek ma powstać!

Tego samego dnia, kilku Niemców zostało powieszonych, by innym dać przestrogę, że nie tu ich ziemia!

Czar prysł

-Edyta! Edyta! – zza pleców ktoś krzyczał moje imię. – Edyta! Wyłaź z tej dziury! Co Ty tam robisz! To pusta dziura, nic tam nie znajdziesz! 

Wszystko zaczęło się zamazywać i cichnąć. A ja zdałam sobie sprawę, że faktycznie jestem w jakieś ciemnej dziurze, a nie na placu łuczniczym. Jedno co się zgadzało to to, że upaprałam się w tej dziurze błotem, prawie po pas.

-Słuchaj, nie uwierzysz! Miałeś kiedyś tak, że byłeś w jednym miejscu, a myślałeś, że jesteś w innym? – zapytałam swojego kompana podróży. Bo ja właśnie byłam na turnieju łuczniczym! 

-Co Ty nie powiesz! Dziwne, bo ja żadnego rycerza tu nie wiedziałem! Ale wiesz co, może już wracajmy? Po drodze możemy jeszcze gdzieś wstąpić. Masz jakiś pomysł?

Co zobaczyć w okolicy?

Gdyby zamek Bolczów nie wystarczył dla ciekawskich świata, to Rudawy Janowickie są pełne innych fascynujących zakątków, które także warto zobaczyć. Można udać się:

  • nad Kolorowe Jeziorka – czyli cztery zbiorniki wodne, które są pozostałością po dawnych niemieckich kopalniach. Nazwę zawdzięczają barwie wody, która w każdym jeziorku jest inna, a wszystko przez zawarte w wodzie różne związki chemiczne.
  • do Miedzianki – miasta widma, w którym przy dobrym piwie można zapomnieć o mrokach przeszłości.
  • by zdobyć Skalnik – najwyższy szczyt Rudaw Janowickich (945 m.n.p.m.), zaliczany do Korony Gór Polski, z którego rozciąga się fantastyczna panorama na Rudawy oraz na Karkonosze.
  • do Zamku Niesytno w Płoninie – zamek właśnie jest odbudowywany, więc można zobaczyć na własne oczy, jak przebiegają prace remontowe. Może nawet będziecie mieli trochę szczęścia i uda się Wam dostać do środka.

Może Ci się spodobać również...

4 komentarze

  • Odpowiedz
    Danka
    13 września 2018 o 4:13 pm

    Tyle razy przejeżdżam koło janowic i nigdy sie nie zatrzymałam żeby odwiedzić zamek. Musze chyba nadrobić i pojechać, może jesienią. Wtedy w lesie będzie przyjemnie.

  • Odpowiedz
    Grafy w podróży
    13 września 2018 o 6:56 pm

    Ruiny zamków to zawsze fajne miejsca, Czego już nie można zobaczyć dopowiada wyobraźnia. Super!

  • Odpowiedz
    Rykoszetka, blog o życiu w mieście
    13 września 2018 o 7:11 pm

    Oj, w tym miejscu faktycznie jest coś pomieszane ze szlakami, sama w tym roku spotkałam na szlaku kilka osób, które wpatrywały się w mapy i nie wiedziały, gdzie iść 😀 A cała okolica jest przepiękna, o każdej porze roku! Znaczy, tak mi się wydaje, zimą jeszcze nie byłam – do nadrobienia w tym roku!

  • Odpowiedz
    Ewelina
    14 września 2018 o 7:02 am

    Uwielbiam zamki Dolnego Śląska! To mój częsty cel na weekendowe wypady (teraz mieszkam na Opolszczyźnie). Pozdrawiam serdecznie i może do zobaczenia na szlaku…

Dodaj komentarz