Wiedeń
Jednodniówki

Wiedeń na 24 godziny

Wiedeń. Miasto, które kojarzy się z  luksusem, przepychem i bogactwem, a także tańcem i muzyką. Większość z nas słyszała o walcu wiedeńskim, muzyce Mozarta czy Schuberta, o pięknych i wystawnych ogrodach niczym z jakieś baśni. Postanowiłam opowiedzieć Wam o urokach tego pięknego miasta i sprawdzić, czy Wiedeń da się zobaczyć w jeden dzień.

Austria jest dla mnie państwem póki co idealnym, pięknym, czystym, zadbanym, uporządkowanym. Takie miałam wrażenia po ostatnim wyjeździe do Leogangu. Jestem szczerze zachwycona tym miasteczkiem do dnia dzisiejszego, ale chciałam sprawdzić, czy tą łagodność i porządek spotkam także w pozostałej części Austrii. Dlatego, gdy pojawiły się tanie bilety Polskiego Busa, skorzystałam z okazji, kupiłam takowy i obrałam kurs na Wiedeń.

Zdawałam sobie sprawę, że miasto do tanich nie należy. Jednak skoro za bilety złapałam 20 zł w dwie strony, to miałam nadzieję, że z noclegiem też się mi poszczęści. Pobyt nie był bardzo długi, zaledwie 24 godziny, włącznie z noclegiem.

Zależało mi oczywiście na niskiej cenie i bliskiej odległości od dworca autobusowego.
Korzystając z booking.com chciałam sprawdziłam koszt noclegu. Ceny pokoi zaczynały się od ok 200-250 zł. Jak dla mnie cena za jedną noc nieco za duża.

Zdecydowałam się na dalsze poszukiwania i tak trafiłam na stronę hostelbookers.com, na której znalazłam Meininger Vienna Central Station z 6-osobowym pokojem, z osobną łazienka i możliwością śniadania.
Może nie był to szczyt luksusu, ale przekonała mnie cena – 15 euro i bliska odległość od dworca (10 minut spacerem).
Na jedna noc? Niech będzie!

Plan na Wiedeń

Nie mogąc doczekać się wyjazdu, zaczęłam przygotowania co warto zobaczyć. I tak na listę trafił:

  1. Pałac Schonbrunn
  2. Wiener Prater
  3. Hoffburg
  4. Hundertwasserhaus
  5. Katedra św. Szczepana
  6. Opera
  7. Muzeum Aborcji i Antykoncepcji
  8. Muzeum Kryminalne
  9. Muzeum Patologiczno-Anatomiczne
  10. Muzeum Pogrzebowe
  11. Dom motyli – wisienka na torcie!
Mieszanka wybuchowa. Na mapie wyznaczyłam trasę, tak by punkty były ułożone koło siebie. Wystarczyło jeszcze tylko kupić bilet sieciowy, 24-godzinny za 7,60 euro i wyruszyć w trasę.

Dzień 0

Nadszedł dzień wyjazdu.
Droga do Wiednia przebiegła bez żadnych opóźnień i utrudnień.
Wysiadając z autobusu, czekałam na moment, gdy moim oczom ukażą się niebywałe monumenty, piękne ogrody, a Mozart zagra dla mnie na żywo.

Nic jednak z tych rzeczy nie miało miejsca.
Trzeba było wziąć plecak na ramiona i poszukać drogi do hotelu. Po 20-30 minuta poszukiwań, byłam na miejscu i się meldowałam.
Obsługa bardzo sympatycznie, z szerokim uśmiechem na twarzy powitała mnie na miejscu. Mimo późnej godziny, w hotelu wciąż kręciło się dużo ludzi.

Rano przed wymeldowaniem, zeszłam na śniadanie, które dodatkowo kosztowało 6 euro.
Opcja śniadania okazała się strzałem w dziesiątkę. Przyznam się, że wieczorem nie miałam już siły szukać, czy po drodze znajdę jakiś bar, gdzie śniadaniem rozpocznę dzień w Wiedniu. To w hotelu było bardzo przyzwoite, stół szwedzki więc do wyboru, do koloru plus świeży sok z pomarańczy. Bomba!

Wiedeń – atrakcje

Po śniadaniu czas swój plan zwiedzania wdrożyć w życie.
Słońce prażyło, dlatego na pierwszy ogień poszedł Belweder. Jest jedną z najpopularniejszych atrakcji w mieście, która była rezydencją letnią księcia Eugeniusza, a obecnie można w nim podziwiać dzieła sztuki światowej klasy.
Belweder to tak naprawdę dwa pałace, które zostały podzielone na górny(reprezentacyjny) i dolny. Między nimi jest barokowy ogród, który ma ponad 500 m długości. Zarówno pałace jak i ogrody wokół niego robią niesamowite wrażenie. Przepych oraz bogactwo czuć i widać.
Wiedeń - Belweder

Wiedeń – Belweder

Ciekawostką tego miejsca jest to, że potoczna nazwa to po prostu Prater, jednak prawdziwa nazwa brzmi Wurstelprater.

Po dostojnym Belwederze, by dostarczyć sobie nieco adrenaliny, zdecydowałam się na Wiener Prater, czyli wiedeńskie wesołe miasteczko.

Wesołe miasteczko wraz z swymi atrakcjami mieści się w olbrzymim kompleksie parku miejskiego. Zostało otwarte w 1766 r., a najsłynniejszą jego atrakcją jest Wiener Riesenrad, czyli diabelski młyn. Wstęp do miasteczka jest bezpłatny, ale za poszczególne atrakcje należy osobno płacić. Z diabelskiego młynu nie skorzystałam, ale za to wybrałam kolejkę wodną, którą polecam, zwłaszcza na upalny dzień.

I w zasadzie na tym mogłam poprzestać, bo z Belwederu do wesołego miasteczka szlam na piechotę. Nóg prawie nie czułam. Skwar z nieba się leje, a cienia ze świeca szukać. A przecież dzień jeszcze na dobre się nie zaczął.

Co więcej, będąc w wesołym miasteczku, uświadomiłam sobie, że dochodzi godzina 13, i że mój żołądek dopomina się o paliwo na pozostały czas zwiedzania. W drodze na kolejne atrakcje, wstąpiłam do restauracji, by coś zjeść i koniecznie się nawodnić dobrym trunkiem.

Po przerwie i krótkiej regeneracji sił, czas w dalszą drogę i na kolejny punkt.
By nie odejść za bardzo od świata zabawy, skierowałam swoje kroki w kierunku Hundertwasserhaus, który z zewnątrz przypomina bajkowy dom.
Ten budynek to dość nietypowa, kilkupiętrowa kamienica mieszcząca 50 mieszkań, która wyróżnia się barwami, kształtem i brakiem symetrii. Obiekt został zaprojektowany przez Austriaka Friedensreicha Hundertwassera.
Na przeciwko budynku znajduje się Gallery Village, czyli obiekt wybudowany na wzór słynnego domu. Wchodząc do środka, jest równie kolorowo co na zewnątrz, a liczne stragany przyciągają turystów, którzy z chęcią wymieniają magiczne monety euro na różne pamiątki.

Wiedeń - Hundertwasserhaus

Wiedeń – Hundertwasserhaus

Ja również skusiłam się na kilka pamiątek. Wychodząc ze sklepu, spojrzałam na zegarek:
– Cooo?! Już 16!
Byłam zaskoczona, ale i nieco zmęczona mimo, że była przerwa i poruszałam się metrem.
Zdałam sobie też sprawę, że wszystkich atrakcji nie będę w stanie zobaczyć, choć autobus do Polski odjeżdżał dopiero o 23:45.
Musiałam dokonać selekcji…
Niestety Dom Motyli oraz wszystkie muzea musiałam porzucić, a raczej przełożyć na następny wyjazd, który zapowiada się dość ekscytująco.
Z taką myślą ruszyłam dalej, a za cel postawiłam sobie centrum Wiednia.

I tak znalazłam się przy Katedrze Św. Szczepana, która wzniesiona została na Stephanplatz w najstarszej części miasta. Katedra należy do największych świątyń europejskich i zrobiła na mnie piorunujące wrażenie mimo, że nie jestem koneserem sztuki czy architektury. Świątynię można zwiedzać od 6 do 22. Jest również możliwość zwiedzenia katakumb, jednak tym razem z tego nie skorzystałam.
Plac przy katedrze jest niezwykle ruchliwym miejscem, gdzie tłumy turystów napływają ze wszystkich stron.
Być może to mnie zniechęciło to pozostanie w tym miejscu dłużej.

Wiedeń - Katedra Św. Szczepana

Wiedeń – Katedra Św. Szczepana

Idąc głównymi ulicami Starego Miasta widać, że życie tu diametralnie różni się od tego, którego doświadczyłam w Leogangu. Spokój i harmonia zmieniły się w przepych, pośpiech i bogactwo. Szlaki rowerowo-turystyczne i zjazdowe zostały zastąpione przez wyniosłe budowle i ruchliwe ulice.

Płynąc z tłumem dotarłam do zamku Hofburg, w którym najstarsza część, czyli dziedziniec oraz brama, zostały wybudowane w XIII wieku. Wcześniej pałac był sercem dynastii Habsburgów. Dziś, Hofburg to nie tylko kompleks muzealny, ale także siedziba Prezydenta Austrii. Dodatkowo w siedzibie władców Austrii mieści się biblioteka narodowa, centrum kongresowa, a także odbywają się bale i koncerty.

Wiedeń - Pałac Hofburg

Wiedeń – Pałac Hofburg

W tak znamienitym miejscu postanowiłam zrobić kolejny przystanek i dodać sobie nieco sił. Miejsce jest idealne, jeżeli ktoś chce również poobserwować ludzi, rytm miasta oraz ruch i cykliczność karet stojących przed pałacem.

Operę wiedeńska sobie odpuściłam, ponieważ chciałam zdążyć, by zobaczyć słynny Pałac Schönbrunn, który znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.

Zbudowany został na zlecenie cesarza Leopolda I w XVII-XVIII wieku. Jest jednym z najpiękniejszych obiektów barokowych w Europie. Obiekt posiada 1441 pomieszczeń, z czego 45 udostępniono dla odwiedzających. 
Park przy pałacu Schönbrunn jest dostępny przez cały rok. Na jego terenie znajdziemy nie tylko imponujące ogrody i fontanny, ale także Wozownie Cesarską, ogród zoologiczny, Gloriette, palmiarnie czy cieplarnię.  Wstęp do parku jest bezpłatny, zapłacimy za to za poszczególne atrakcje. Jedynym minusem jest to, że brama wejściowa jest czynna do godziny 20:00. 
Tak naprawdę by zwiedzić cały kompleks Pałacu Schönbrunn, potrzebny jest co najmniej jeden dzień. 
Niestety nie było mi dane tego zobaczyć, ponieważ na miejscu byłam 20:15. Brama zamknięta. Cóż, mogłam się tylko nacieszyć jego widokiem zza krat, zrobić postanowienie i plan na kolejny wyjazd. 

Wiedeń - Pałac Schönbrunn

Wiedeń – Pałac Schönbrunn

W zasadzie to mogłabym jeszcze długo spacerować po Wiedniu, gdyż po zmroku ma on swój unikalny klimat. Nie widać już pośpiechu na ulicach, nikt nie biegnie by zdążyć na metro, za to widać spacerowiczów i mieszkańców, którzy wyszli by biesiadować przy dobrych trunkach i cieszyć się wolnym czasem. 

Pora pożegnać Wiedeń. 

Wiem, że nie ma szans by to miasto zwiedzić w jeden dzień, dlatego opuszczam je z dużym niedosytem, ale i ogromną chęcią na powrót do niego. 

Może Ci się spodobać również...

Brak komentarzy

    Dodaj komentarz