Rowerowe

Soft Trail Tour, czyli Leogang na dwóch kółkach. Cz. 1

Pierwszy wyjazd w dalekie kraje, od którego wszystko się zaczęło. Austria, Leogang, góry, rower i ja. 

Mówią, że Austria jest piękna. Mówią, że widok Alp zapiera dech w piersiach. Mówią, że rower i góry to połączenie idealne. Mówią, że Leogang to magiczne miejsce. Po zakończeniu przygody akademickiej, ruszyłam przed siebie, by zaczerpnąć nieco życia i sprawdzić uroki Austrii.

Na samym początku planowania wyjazdu byłam bardzo optymistycznie nastawiona do kwestii finansowej. Podczas wyjazdu chciałam objechać samochodem Europę. Nie zdawałam sobie sprawy, jakie to są koszty. Po przeliczeniu monet w portfelu i skonfrontowaniu z wydatkami na taką wyprawę, stwierdziłam, że w zasadzie to nie jestem, aż tak zmęczona. Jednak chęć wyruszenia przed siebie była silniejsza od wszystkiego. Eurotripu nie było, jednak dzięki pomocy mojego kompana podróży, trafiłam na szlaki rowerowe w Alpach.

Leogang jest mekką dla rowerzystów, a od 2002 r. największym ośrodkiem narciarskim w Europie. Pośród szczytów Alp, pastwisk, owiec, krów, ogromnych łąk, można liczyć na 400 km szlaków pieszych, 720 km górskich ścieżek rowerowych i 480 km tras rowerowych w dolinie. Wybór i możliwości są naprawdę ogromne.

Leogang - Soft Trail Tour

Leogang – Soft Trail Tour

Wyjazd pod znakiem zapytania

3 dni przed wyjazdem wszystko stanęło pod znakiem zapytania. Sprawcą zdarzenia było choróbsko. Gorączka, katar, zatoki, gardło, ból mięśni, czyli podstawy by przynajmniej tydzień spędzić w łóżku. Była możliwość, by ten wyjazd przełożyć, ale byłam już tak podekscytowana, że postanowiłam pojechać mimo wszystko. Wzięłam zapas lekarstw i wyruszyłam w drogę. Jedyne co pomyślałam to:
Pieprzyć to! Jadę! 
Jeszcze na dwa dni przed wyjazdem, leżałam w łóżku jak warzywo. Gorączka nie dawała o sobie zapomnieć. Dzień przed wyjazdem czułam się nieco lepiej, ale byłam strasznie słaba. Mimo to spakowałam wszystko do plecaka pojechałam. Sama trasa przebiegła spokojnie. Otulona kocem oraz z siatką medykamentów pod ręką, dojechałam do Leogangu. Następny dzień i noc nie były dla mnie łaskawe. Gorączka wróciła, katar się nasilił, a zatoki myślałam, że mi eksplodują. Mimo to, rower został wypożyczony i oczekiwał na pierwszą wspólną wyprawę.

Soft Trail Tour

Głównym celem wyjazdu było zobaczenie Alp z perspektywy dwóch kółek. Dlatego na pierwszą wycieczkę została wybrana trasa łatwa. Tak przynajmniej było zapisane w lokalnym przewodniku po trasach rowerowych. Informacja mogła być prawdziwa, gdybym była w 100% zdrowa, silna, nie musiała co chwilę siąkać i mieć sporego zapasu chusteczek i kropli pod ręką.

Początek Soft Trail Tour nie jest zbyt wymagający, ponieważ na sam szczyt, czyli na wysokość 1760m n.p.m., zabiera nas wyciąg. Można również wejść lub wjechać bezpośrednio rowerem, ale jeżeli ktoś jest początkujący lub tak jak ja – był chory, to gondola jest super sprawą! Raz, że oszczędza nam to czas, a dwa, że możemy obserwować całą okolicę dookoła.

Leogang - Soft Trail Tour

Leogang – Soft Trail Tour

Jednak decyduję się na wyzwanie i ruszam w trasę na dwóch kółkach. Początkowo trasa faktycznie nie jest trudna, gdyż poruszam się wąską ścieżką w dół przez las, jednak ta radość nie trwa długo! Uświadomiłam sobie, że jestem potwornie słaba przez to choróbsko, a dwa, że nigdy nie jechałam po takim terenie rowerem.Po wjeździe na sam szczyt, w zasadzie można tam już zostać. Widoki są niesamowite.

Szlak początkowo prowadzi drogą w dół, po czym Ci co mieli siłę, pedałowali pod górę, a pozostali dzielnie maszerowali ze swoimi rowerami. Ja musiałam maszerować. W każdym razie, jakie rozwiązanie dostania się na szczyt, nie zastałoby wybrane, to towarzyszą cudne widoki na góry, o ile widoczność jest dobra.

Idąc pod górę, po raz drugi dotarło do mnie, że ta trasa, mimo iż powinna być łatwa i przyjemna, będzie sporym wyzwaniem dla mnie.

W końcu po dostaniu się na szczyt Kleiner Asitzkops, trasa będzie sukcesywnie prowadzić w dół z kilkoma niespodziankami, czyli podjazdami pod górki.

Nie raz myślałam, że ten rower waży dwa razy tyle co powinien, a pchając go pod górę miałam wrażenie jakby to było trzy razy więcej. Jednak podpierając się na moim dwukołowym przyjacielu cały dzień spędziłam na tej niezwykłej trasie.Podłoże, po którym się poruszałam było przeważnie żwirowo-szutrowe, czasem zdarzyły się większe głazy, jednak droga w większości była bardzo spokojna. Serpentyny, gęsty las, asfalt, mosty i wąskie zakręty, krowy, konie i owce, do tego przejrzyste i zimne strumienie. To atrakcje jakie spotkały mnie na 28 km trasy.

Mimo, że Soft Trail Tour zapewnił więcej zjazdów niż podjazdów, to zmęczenie i brak sił w końcu dało o sobie znać. Zwieńczeniem dnia był zjazd do Leogangu i ukojenie wszystkich emocji oraz wrażeń przy smacznym trunku z widokiem na zapadające w sen góry. Padałam na twarz ze zmęczenia, ale byłam z siebie dumna, że udało się pokonać trasę mimo wszystko.
Czy było to bezmyślne?
Być może tak. Ale od tamtego momentu, z dnia na dzień czułam się lepiej (pomijając noc) i póki co  żadna choroba nie rozłożyła mnie na łopatki bardziej niż wtedy.

Leogang - Soft Trail Tour

Leogang – Soft Trail Tour

Przekrój całej trasy można zobaczyć poniżej.

Bardzo przydatnym linkiem do planowania tras jest strona www.outdooractive.com.  Można tam znaleźć opis tras, ich długość oraz średni czas przejazdu zarówno dla tras rowerowych, pieszych jak i narciarskich.

Może Ci się spodobać również...

Brak komentarzy

    Dodaj komentarz