Jednodniówki Piesze Wyprawy

Kraków Płaszów – obóz widmo

Patriotyzm to codzienność Polaków. Takie mam wrażenie, gdy mijam ludzi na ulicach w charakterystycznych koszulkach. Takie mam wrażenie, gdy obchodzimy kolejną rocznicę związaną z II Wojną Światową. Takie mam wrażenie, gdy przechodzę koło murali, które obrazami krzyczą do przechodniów „Chwała i cześć bohaterom”, „1944 – pamiętamy”! Dlatego byłam zawstydzona, gdy przypadkiem trafiłam na Płaszów – były obóz niemiecki na obrzeżach Krakowa, o którym nigdy nie słyszałam.

O niemieckich obozach koncentracyjnych słyszał każdy Polak. Większość z nas była w Oświęcimiu na terenie dawnego obozu. Jednak w Polsce funkcjonuje wiele miejsc mu podobnych, które zostały zniszczone, zaorane, zalesione i gdyby nie tablice upamiętniające, wiele z nas o nich by zapomniało.

Przeszukując wirtualną mapę Krakowa, znalazłam napis „Były Niemiecki Obóz Płaszów”, a zaraz obok tego napis „Kraków Płaszów”. Takie miejsce w Krakowie, w mieście królów i władców? Zaczęłam czytać lokalne artykuły oraz wpisy na innych blogach. Byłam zaszokowana, ponieważ wiele razy czytałam o psach załatwiających się w krzakach, o młodych, którzy wykorzystują nierówności do trików rowerowych, albo o bezdomnych, którzy wykorzystują to miejsce do schadzek alkoholowych. Nie chciało mi się wierzyć w te historie. Dlatego pojechałam, by nadrobić historyczne zaległości i by to miejsce zobaczyć na własne oczy.

Szary Dom

Tramwaj nr 24 leniwie wtoczył się na przystanek. Wszyscy zainteresowani pospiesznie zajęli swoje miejsca. Nie zauważyłam tłumów ludzi, którzy chcieliby koniecznie wysiąść na przystanku „Dworcowa”, by swoje kroki skierować w stronę ulicy Abrahama, prowadzącej bezpośrednio na teren byłego obozu.

Wysiadając, miałam przed sobą stację benzynową, na której dwa samochody właśnie tankowały. Po prawej stronie minęłam Lidla. Sporo ludzi pakowało zakupy do samochodów. Dziecko w wózku płakało, dlatego dostało swoją ulubioną zabawkę. Na małym placu kilkoro dzieci bawiło się w ściganego. Toczyło się zwykłe życie na osiedlu.

Kraków-Płaszów - Szary Dom

Kraków-Płaszów – Szary Dom

200 metrów od głównej ulicy, stanęłam przed Szarym Domem, który wyróżniał się na tle kolorowych bloków. Korzystając z Internetu, dowiaduję się, że budynek do 1939 roku był siedzibą żydowskiego Towarzystwa Pogrzebowego Chewra Kadisza, następnie służył jako obiekt mieszkalny dla niemieckich esesmanów, a w jego piwnicach miesił się karcer obozowy i katownia SS. Jednak najbardziej zaskoczyła mnie informacja, że obecnie w budynku, którego ściany słyszały i widziały wiele złego, znajdują się mieszkania komunalne. Tam gdzie ludzie byli mordowani, teraz inni jedzą obiad, piją kawkę, czytają książki.

Patrząc na otoczenie oraz Szary Dom z zewnątrz, miałam wrażenie, że tworzył on pewnego rodzaju mur. Za sobą miałam zwykłe osiedlowe życie, a przed sobą wspomnienia życia obozowego.

Kraków - Płaszów

Kraków – Płaszów

Płaszów – Obóz widmo

Gdy słyszę „II Wojna Światowa” w mojej głowie huczy muzyka z „Sensacji XX wieku”. Oglądałam je razem z rodzicami wieczorami, co tylko jeszcze bardziej budowało nastrój i napięcie, a głos Wołoszańskiego przyprawiał mnie o gęsią skórkę. Taką samą gęsią skórkę miałam, gdy stojąc na ulicy Abrahama, czytałam napis na tablicy „Wchodzicie na teren byłego niemieckiego, nazistowskiego obozu koncentracyjnego „Płaszów„.

Dziwne uczucie niepokoju, a może raczej strachu poczułam na plecach. Czułam się trochę sparaliżowana. Nie do końca wiedziałam co powinnam ze sobą zrobić. Jednak widząc małą grupę ludzi robiących zdjęcia, namierzyłam główną ścieżkę, którą chciałam podążyć.

Tak trafiłam na 2 kamienne pomniki. Pierwszy był upamiętnieniem pierwszych ofiar zbiorowej egzekucji w 1939 r. Drugi był płytą nagrobną zmarłej w 1935 r. Sary Schenirer, założycielki szkół dla żydowskich dziewcząt.

Kraków-Płaszów - dawny cmentarz żydowski

Kraków-Płaszów – dawny cmentarz żydowski

Mój wzrok przyciągnęły kamienne płyty, które zajmowały spory obszar. Czytając wcześniej opisy, wiedziałam że jest to teren dawnego żydowskiego cmentarza. Podeszłam do nich wydreptaną przez ludzi ścieżką. Ostała się jedna płyta, na której byłam w stanie przeczytać napis. Obeszłam teren dookoła. Nie wierzyłam. Pod jednym z drzew, tuż obok cmentarza znalazłam ok 15 zielonych i brązowych butelek po piwie. Nikt nie pilnuje kto i z czym tu wchodzi. A jednak myślałam, że takie miejsce jak to, zobowiązuje ludzi do pewnych zachowań.

Chciałam przejść dalej wydeptaną ścieżką, mając nadzieję, że za chwilę wejdę na główną drogę, która poprowadzi mnie do kolejnego ważnego miejsca. Pomyliłam się.

Kraków - Płaszów

Kraków – Płaszów

Będąc na terenie kompleksu „Płaszów”, nie spotkałam przewodników, którzy z przejęciem opowiadaliby o wydarzeniach tutaj rozgrywanych. Nie widziałam organizowanych wycieczek, które by przyjeżdżały autokarami. Nie znalazłam żadnych gablot, w których byłyby ocalałe rzeczy więźniów. Jedyne co zobaczyłam poza cmentarzem, była olbrzymia zielona przestrzeń, ze świeżo przyciętą trawą, krzakami i młodymi drzewami. Wcale nie przypominało to terenu dawnego obozu, a raczej olbrzymi park, po którym faktycznie od czasu do czasu można zobaczyć ludzi na rowerach, skracających sobie drogę do domu. Na obszarze 70 ha, bo tyle zajmował obóz, jest tylko 19 tablic, które krótko opowiadają o danych punktach i jeden główny pomnik. To wszystko. Przypomniała mi się historia Miedzianki, obecnie wsi na Dolnym Śląsku. Wcześniej prężnie funkcjonujące miasto, po którym został jeden kościół i kilka domów. Tak samo jest z obozem „Płaszów”. Prawie wszystkie budynki zrównane z ziemią. Nie ma już torów kolejowych, ani 12 wież wartowniczych. Nie ma płyt nagrobnych, z których tworzono drogę. Większość terenu  jest zalesiona, a nawet na nowo zamieszkała, ponieważ na terenie wschodniej części obozu, powstało osiedle mieszkaniowe Kabel.

Kraków-Płaszów - fragment osiedla Kabel

Kraków-Płaszów – fragment osiedla Kabel

Jest też mnóstwo wydeptanych ścieżek, które prowadzą w jakieś krzaki. Błądząc sama po tym leśno-zakrzaczonym labiryncie, nieraz czułam się nieswojo. Idąc małą ścieżką, myślałam że jestem na trasie, którą można obejść cały kompleks. Jednak zamiast tego, zapuszczałam się dalej i dalej w krzaki, w których cały czas coś szeleściło. Mając na uwadze to, w jakim miejscu jestem, oraz błądząc oczami po krzakach, zazwyczaj się wycofywałam i starałam się trafić w miejsce bardziej dostępne dla ludzi.

Jednak raz mi się zdarzyło, że błądząc tak, trafiłam na faceta, który korzystając ze sposobności, po prostu opalał się w odosobnieniu. Po tym „widowisku” cała podniosłość tej wycieczki, gdzieś uleciała.

Konsternacja

Minęłam ostatnią tego dnia tablicę, na której było napisane, że właśnie przede mną jest były plac apelowy. Wyjrzałam zza tablicy. Puste pole, w tle którego żółcą się jesienne drzewa i widać panoramę Krakowa. Starałam się wyobrazić jak mogły wyglądać apele. Przypominając sobie wcześniejsze tablice, starałam się wyobrazić jak mogło wyglądać tutaj życie. Jak wyglądały pierwsze i ostatnie dni więźniów.

Jednak w tym samym momencie, drogę przebieg mi człowiek w sportowych butach, szortach. Sądząc po jego sportowym ubraniu, miał trening. Konsternacja. Artykuły nie kłamały. Faktycznie ludzie traktują ten obiekt po części jak miejsce pamięci, a po części jako park. By przejść cały ten kompleks, wzdłuż i wszerz potrzeba całego dnia, a nawet dwóch. Jednak nie zdziwcie się, jeżeli podczas spaceru, zgubicie się. Mimo, że przy Szarym Domie jest tablica z mapą obozu, to będąc w środku nie ma jednej głównej trasy. Po 200 różnych budynkach, wybudowanych przez więźniów, zostały szczątki, pojedyncze betonowe fragmenty porozsiewane po 70 ha.

Kraków - Płaszów - okres II WŚ

Kraków – Płaszów – okres II Wojny Światowej || Źródło: dziennikpolski24.pl

Kraków - Płaszów - dziś

Kraków – Płaszów – dziś

By znaleźć były kamieniołom „Liban”, w którym pracowali więźniowie oraz resztki budynków wraz z charakterystycznym drutem kolczastym, musiałam przyjechać na Płaszów po raz drugi.

Koniec

Opuszczam to miejsce. Raz po raz oglądam się jeszcze za siebie. Myślę sobie, że w nocy nawet bym nie popatrzyła w tym kierunku, ponieważ jest to czarna plama na mapie Krakowa. Żadnej lampy, żadnej latarni. Przechodząc obok Szarego Domu, znów wracam do normalnego życia, spotykam matkę z dzieckiem, parę na ławce, mijam ludzi, którzy wracają z pracy. Mijam ludzi, których okna mieszkań są skierowane na puste teraz pole obozu „Płaszów”.

Patrząc na miejsce obozu z odległości ok 100 m. nie widzę nic strasznego, nic makabrycznego. Widzę olbrzymie zielone pola, otoczone kolorowymi drzewami. Piękne miejsce, po którym z przyjemnością bym się przeszła w jesienne popołudnie. Patrzę na ten sam widok i widzę, setki ludzi, którzy pracują, i którzy giną, rozstrzelani jak zwierzęta.

Mała odległość dzieli te dwa światy i to jest chyba największy problem tego miejsca. Nie widzę przeszkód, by ludzie wybrali się tutaj na spacer. Nie widzę też przeszkód, by zrobić z tego miejsca nawet muzeum. Jednak na jedno i na drugie trzeba mieć konkretny pomysł. Póki co jest to zostawiony kawałek Polski samemu sobie, w którym każdy robi co mu się podoba.

Kraków - Płaszów

Kraków – Płaszów

Może Ci się spodobać również...

Brak komentarzy

    Dodaj komentarz