Osobiste

Dni z których jestem dumna.

Podobno im jesteśmy starsi, tym czas szybciej biegnie. Dlaczego zatem, nie wykorzystać tego czasu najlepiej jak to możliwe? Jak złapać garść dni, z których będziemy naprawdę dumni?

Oczy pieką jak poparzone, kiedy próbuję wyłączyć budzik. Jest sobota, godzina 5:30. Sama nie wierzę w to, że za 8 godzin stanę na szczycie kolejnej górki.

Na początku w chłodzie i głodzie, a później w pocie, pragnieniu i zmęczeniu rodzi się każda wyprawa na szczyt. Dlaczego chodzę po górach, skoro czeka na mnie bezpieczny dom?

Czytała Krystyna Czubówna

W wieku 7 lat, Krystyna Czubówna była moją pierwszą przewodniczką po naszym świecie. Byłam oczarowana i wzruszona, kiedy opowiadała o życiu pingwinów, żółwi czy migracji ptaków. Z zapartym tchem śledziłam losy zwierząt, które pokonywały oceany i kontynenty, by znaleźć na chwilę swój kawałek ziemi. Patrząc na to, miałam nadzieję, że gdzieś w świecie taki kawałek ziemi czeka i na mnie. Te filmy przybliżały mi świat, który wydawał się dla mnie bardzo odległy, wręcz nieosiągalny. Tak samo nieosiągalny jak góry, które podziwiałam na zimnym ekranie telewizora.

Głód gór. Masyw Śnieżnika, rok 2018

Głód gór. Masyw Śnieżnika, rok 2018

Bieszczady – miłość i wolność

Bieszczady stały się moją pierwszą górską miłością. To właśnie na bieszczadzkich połoninach zaczęła się moja wielka wędrówka. Dużo zawdzięczam harcerstwu, które właściwie zeswatało mnie z górami. Dzięki niemu mogłam zarobić swój pierwszy pieniądz i wyruszyć na niezapomniane biwaki.

W Bieszczadach wzięłam pierwszy oddech wolności, którym się bardzo mocno zachłysnęłam. Namiot, karimata, twarda ziemia zamiast wygodnego materaca, stara chata, schroniska, zimna woda, brak prądu, wschód słońca, długi marsz, wyczerpanie i przyjemne wieczorne ognisko. Czułam się jak królowa włóczęg. W końcu złapałam nadzieję i poczucie, że można inaczej żyć.

Góry dały mi dowód, że w tym świecie czeka na mnie coś lepszego.

Głód gór. Bieszczady, rok 2011

Głód gór. Bieszczady, rok 2011

Głód gór

Góry wyrwały mnie z szarości wsi. Pokazały inny, ciekawy świat. Zafascynowały mnie. Może właśnie to sprawiło, że góry po prostu pokochałam.

1.

Pokochałam góry za emocje, które mi dostarczają. Początkowo jest to ekscytacja i ciekawość nowego szlaku. Przed wyjściem na szlak czuję rosnący stres. Żołądek się zacieśnia, a serce przyspiesza. Wchodząc na szlak, wszystko co mam w głowie oddaję. A Góra nie pyta, wszystko chłonie i przyjmuje. Nie ocenia.

Zdarzają się momenty zwątpienia w siebie. Buzuje wtedy we mnie złość, zmęczenie, wyczerpanie, nieraz głód, zimno i ból wszystkiego. Mam chwile, kiedy po prostu mam dość. Jednak smak zwycięstwa, którego oczekuję na szczycie, popycha mnie i dodaje sił na następne kilometry.  Dlatego biorę plecak i ruszam.

Stojąc na szczycie, odczuwam niesamowitą satysfakcję. Pochłonięte widoki są dla mnie nagrodą, której nie potrafię sobie odmówić.

Głód gór - Radziejowa

Głód gór – Radziejowa, rok 2018

2.

Pokochałam góry za ich stałość. Wiem, że czekają na mnie „wierne jak pies” i są w stanie mnie przyjąć o każdej porze roku. Za każdym razem witają mnie pięknym szlakiem. Otwierają swoje górskie ręce i czekają na powrót córki marnotrawnej. A ta pokornie wraca ze swoich miejskich wojaży.

3.

Pokochałam góry za głód. Po przejściu szlaku czuję, że moje ciało jest pełne. Wszystko mnie boli. Jednak po regeneracji, odczuwam ssanie w sobie. Jestem głodna gór. Znów chcę poczuć ten stres, wyczerpanie i zimno. Chcę być w drodze i czuć, że żyję bardziej niż gdziekolwiek indziej. A przecież o to chyba w życiu chodzi, by doświadczać i mieć co wspominać.

Głód gór. Izery, rok 2016

Głód gór. Izery, rok 2016

W górach jest szczęście

Wiem, że każdy dzień na szlaku jest moim szczęśliwym dniem. Z każdego szczytu i trasy jestem dumna. Wiem, że to są moje dni, które łapię w garść. Dzięki górom zwykły dzień, zamieniam na miłe wspomnienie.

A czy Ty masz dni, z których jesteś dumny? Kiedy jesteś szczęśliwy?

Głód gór

Głód gór. Tatry, rok 2018

Może Ci się spodobać również...

Brak komentarzy

    Dodaj komentarz